reklamaProvident

Imieniny są okazją do świętowania i do wspólnej zabawy, a takie święto może okazać się jedynym w swoim rodzaju, nawet jeśli solenizant nie jest obecny „ciałem”, bo wszyscy uczestnicy imprezy i tak odczują jego duchową obecność.

Bolesław Stanisław Leśmian to solenizant szczególny – poeta, jeden z największych w dziejach naszej literatury, a poezja jest przecież nieśmiertelną. Notariusz Leśmian (najpierw Lesman – zmiękczenie pozwala niektórym nie tylko zapomnieć o jego żydowskim pochodzeniu, ale przede wszystkim kojarzy się z czymś „leśnym i kwiatowym”) mieszkał i pracował w Zamościu przez 13 lat i choć podobno nie lubił naszego miasta (może dlatego, że przyjechał tu do pracy, za którą zresztą nie przepadał) spacerował wokół renesansowego Rynku, odpoczywał pośród parkowej zieleni, myślał, tworzył w wyobraźni poetyckie obrazy.  O jego obecności przypomina tablica na budynku Centralki, w którym znajdowało się mieszkanie poety. „Wykorzystywanie” wielkich ludzi związanych z danym miejscem do jego promocji to dziś zjawisko powszechne. To dobrze, bo dla młodych przebywanie w takich miejscach może być motywacją do poszerzenia wiedzy. Magiczne miejsce ma w sobie to „coś”, czego nie znajdą w internetowej sieci, bo nie da się stworzyć wirtualnej atmosfery miejsca, które ukształtowało sylwetki artystów, pisarzy czy poetów. Andrzej Kudlicki – właściciel Biura Turystycznego Quand, długo poszukiwał pomysłu na świętowanie z Leśmianem. Wiem, że myślał o tym intensywnie zwłaszcza latem 2016, kiedy grupie zamojskich miłośników poety zafundował wyjazd do Iłży – miasta, w którym wciąż jest znany z poezji Malinowy Chruśniak, a miłośnicy poety z zapałem kultywują pamięć o nim. W Iłży Leśmian odwiedzał swoją ciotkę Gustawę Sunderland i tu rozwijały się jego płomienne uczucia do dwóch kobiet – kuzynki Celiny Sunderlandównej, malarki i jej przyjaciółki Dory Lebenthal, lekarki żydowskiego pochodzenia. Warto przypomnieć, że to Celina zapoznała poetę z przyszłą żoną – Zofią Chylińską, malarką, z którą poeta miał dwie córki. 

Rok 2017 był w Zamościu Rokiem Leśmiana. Uchwała przygotowana przez Komisję Kultury, niestety, nie przeszła, a Senat postanowił, że rok 2017 będzie rokiem Conrada Korzeniowskiego, brata Alberta Chmielowskiego i błogosławionego Honorata Koźmińskiego. W sto czterdziestą rocznicę urodzin i osiemdziesiątą śmierci zabrakło jednak miejsca na ogólnopolskie świętowanie Leśmiana. Świętowano więc lokalnie – w Iłży i w Zamościu. Pojawiła się wtedy nowa tablica na ścianie Centralki (której odsłonięcie zbiegło się z obchodami okrągłej rocznicy wpisania miasta na Listę UNESCO), a potem w pejzażu staromiejskim stanęły leśmianowskie stwory – Bajdała i Srebroń. Autorem tych realizacji jest Bartłomiej Sęczawa, który będzie z pewnością kontynuował ten poetycki, rzeźbiarski cykl. Pomniki i tablice, których odsłonięcie jest okazjonalnym wydarzeniem, to dziś powszechna forma każdego upamiętnienia. Może jednak warto myśleć o innych pozytywnych, cyklicznych działaniach, którym będzie patronował nasz wielki poeta, choć nie wszyscy zgadzają się z koniecznością lansowania go w Zamościu. Trudno pokochać miasto, do którego przyjeżdża się pod przymusem nielubianej, zawodowej pracy. Uciekał do Warszawy, do Iłży – gdzie spędzał czas o wiele przyjemniej. Czy jednak rzeczywiście nie lubił Zamościa tak bardzo, że nie powinniśmy dziś wykorzystywać go do promocji? Może to właśnie promocja sprawi, że młodzi ludzie odwiedzający nasze miasto dowiedzą się więcej o literaturze i chętniej sięgną po tomik poezji, a w poszukiwaniu wiedzy nie będą tylko i wyłącznie surfować w Internecie, bo poczują, że jest inna rzeczywistość czerpiąca garściami z przeszłości, rzeczywistość o wiele ważniejsza niż ta wirtualna. 

Przy okazji jubileuszów przypomina się z reguły datę urodzin lub śmierci. O ile tę pierwszą można świętować, drugą – raczej tylko upamiętniać i przypominać. Urodziny w styczniu – jak w przypadku naszego poety –  to pewne ograniczenia spowodowane porą roku.  Wykluczone są z reguły zabawy na świeżym powietrzu. Najweselszą porą roku jest niewątpliwie wiosna, gdy przyroda zieleni się i zaczyna żyć od nowa. Takim śladem podążył Andrzej Kudlicki i wymyślił Imieniny Leśmiana – imieniny na… Stanisława, bo literacki debiut Leśmiana – wiersz pt. „Sekstyny”, który ukazał się w 1895 roku na łamach „Wędrowca”, podpisany był „St. Lesman”. Potem, jak powszechnie wiadomo, poeta używał nazwiska Leśmian.

Imieniny Bolesława „na „Stanisława”? Dlaczego nie? Może inicjatywa zakorzeni się na stałe, bo to pierwsze święto poety, które okazało się cyklem przemyślanych przedsięwzięć, które – jako oddolna inicjatywa – miały charakter otwarty i każdy, kto chciał i o tym wiedział,  mógł uczestniczyć (może jedynie udział w kolacji, ze względu na ilość miejsc, wymagał wcześniejszego zgłoszenia).

Wszystko zaczęło się 10 maja po południu, bo początek weekendu jest dobrym dniem do świętowania, ale zdarzyło się – może nawet zupełnie przypadkowo, że właśnie „w Stanisława” 8 maja – w Galerii Rzeźby Prof. M. Koniecznego otworzono wystawę „Poezja Bolesława Leśmiana w malarstwie Wiesławy Kwiatkowskiej”. Malarstwo i poezja – słowo i obraz – często idą w parze, a patrząc na plakat zapowiadający wydarzenie można się zwykle zorientować, jaki będzie miało ono charakter. Dzisiejszy plakat umieszcza się często już tylko w sieci, bo w ten sposób łatwiej dotrzeć do współczesnego odbiorcy. Graficzna informacja o Imieninach Leśmiana łatwo wpadała w oko przeglądającym internetowe strony, gdyż projekt ten był po prostu ładny. Można powiedzieć, że jego autorka – Magdalena Filipska, zamojska artystka, absolwentka krakowskiej ASP trafiła w sedno wydarzenia. Miała świadomość – jak powiedziała – że ta pierwsza edycja „ma potencjał niezwykłego święta słowa i obrazu” i  może udowodnić, że jest to doskonały pretekst do ucieczki w świat innych wartości. To dlatego stworzone przez nią obrazy, zgodnie z jej zamierzeniem, kreślą w wyobraźni  rzeczywistość magiczną. Jest tu przywołany Dom Centralny, w którym mieszkał poeta – tu w  „Centralce” odbywała się w sobotę uroczysta kolacja, w której mógł uczestniczyć każdy, kto chciał i kto nabył zaproszenie z dołączoną do niego zawieszką na klamkę hotelowych drzwi i specjalną kartą prosto z hotelowej poczty (na niej można było napisać imieninowe życzenia dla solenizanta), bo Centralka w okresie międzywojnia to także hotel o wysokim standardzie – wyjaśnia Filipska. Zarówno w opracowanym poetycko, apetycznie i estetycznie menu kolacji, jak i w graficznym projekcie nie mogło zabraknąć malin prosto z chruśniaka. Deser „Malinowy chruśniak” był maślanym plackiem malinowym, a napojem cienistym został kompot rabarbarowy z orszadą. Do deserów serwowano herbatę Zofii Leśmianowej (z różą bałkańską, pomarańczą i limonką). Warto podkreślić, że Magdalena była też autorką artystycznej oprawy wnętrza, w którym odbywała się kolacja – fantastyczny pomysł z łąkową zielenią w różnych konfiguracjach. Zieleń wydobywała się nawet z książek, a Sławomir Bartnik prezes Zamojskiego Towarzystwa Leśmianowskiego dekorację tę wytłumaczył anegdotą o „łące w witrynie księgarskiej”, którą Zygmunt Pomarański zrobił Leśmianowi. W trakcie kolacji portret Dory Lebenthal malowała Maria Milena Krenz. Ta kolacja to temat, który wymagałby osobnej relacji. 

Wróćmy do świętowania Imienin Leśmiana, których program bardzo pomysłowo umieszczony został na zawieszce hotelowej. Pierwszy dzień – data znowu „przypadkiem nieprzypadkowa” – 10 maja dziewięćdziesiąt siedem lat temu Leśmian otrzymał nominację na notariusza w Zamościu. Cykl imprez rozpoczął w tym dniu wernisaż ogólnopolskiej wystawy pokonkursowej „Inspiracje twórczością Bolesława Leśmiana”. Otwarcie wystawy i podsumowanie konkursu miało miejsce w Galerii Sztuki Dziecka MDK, który wraz z Biurem Turystycznym Quand, Galerią Zamojską BWA, Książnicą Zamojską, zamojskim Towarzystwem Leśmianowskim i Radą Rodziców MDK, był organizatorem tego przedsięwzięcia – szczególnie ważnego, bo adresowanego do młodych odbiorców i twórców sztuki. Spośród ponad dwustu prac nagrodzono (w trzech kategoriach) i wyróżniono trzynaście. Wśród ośmiu nagród specjalnych znalazła się między innymi wycieczka do Lwowa (dla laureata i jego opiekuna) ufundowana przez Andrzeja Kudlickiego, właściciela Biura Quand. Prace różnorodne pod względem rozwiązań formalnych, o wysokim poziomie artystycznym świadczyły o tym, że młodzi twórcy potrafią literacki język poety przełożyć na ten szczególny – plastyczny – język form i kolorów. Gospodarz miejsca, dyrektor Andrzej Szumowski zadbał nawet o to, aby widzowie obejrzeli krótki spektakl przygotowany (napisany!) przez grupę teatralną specjalnie na tę uroczystość.

W kolejnym dniu (11 maja) miała miejsce V Turystyczna Majówka – Gra Miejska i poszukiwanie śladów Leśmiana w Zamościu. Najważniejszym punktem tego dnia było ponownie spotkanie w Galerii Sztuki Dziecka MDK, gdzie otworzono kolejną wystawę. Tym razem była to prezentacja artystów z Iłży, bo na Imieninach Leśmiana nie mogło zabraknąć gości z tego malowniczego miasteczka, które naprawdę żyje poetą, choć po nim nie pozostało zbyt wiele pamiątek. Iłża ma ten komfort, że w przeciwieństwie do Zamościa, Leśmian lubił tam przyjeżdżać spędzając niejedno fantastyczne lato. Pasjonatami kultury i historii miasta, w które wpisuje się poeta są członkowie Iłżeckiego Towarzystwa Historyczno-Naukowego z   Adamem Bałuchem, mieszkańcem dawnego domu Sunderlandów, do którego przylega Malinowy Chruśniak. To bez wątpienia najważniejsi goście na zamojskich Imieninach. Wśród nich nie mogło zabraknąć Norberta Jastalskiego, znanego iłżeckiego rzeźbiarza, wytrwale poszukującego wszystkiego tego, co poprzez pamięć o poecie, wyróżniłoby Iłżę spośród innych miast, dlatego na przykład lodziarnia ma tam szczególny wystrój – taki „leśmianowsko-iłżecki” – którego jest on twórcą. To Jastalski powiedział, że „ścieżka pomiędzy Zamościem a Iłżą będzie wydeptana”. I tak rzeczywiście stało się, a na Imieninach ktoś dorzucił, że ścieżka ta może niedługo zaprowadzi do Hrubieszowa, gdzie także przez czas jakiś pracował nasz poeta. Dla pasjonatów Leśmiana, tak jak dla grupy dobrych przyjaciół, wystarczy mała ścieżka, choć może kiedyś zmieni się ona w szeroką autostradę.

Norbert Jastalski jest absolwentem Wydziału Rzeźby warszawskiej ASP. Jego mistrzowie to Jerzy Jarnuszkiewicz i Gustaw Zemła (z tym ostatnim współpracuje zresztą do dziś), ale artysta zajmuje się nie tylko rzeźbą. W Galerii MDK-u zaprezentował pierwsze grafiki z cyklu „Wspomnienie” – pokaz uzupełniony filmowymi obrazami jego autorstwa. W Zamościu po raz pierwszy ujrzało światło dzienne popiersie poety. Krystyna Brzechwa, sędziwa dziś artystka, córka poety Jana Brzechwy – kuzyna Leśmiana, podobno pamięta jeszcze poetę, potwierdziła więc duże podobieństwo, gdy zobaczyła rzeźbę w pracowni artysty. Krystyna Brzechwa objęła w Iłży honorowym patronatem Akademię Pana Jana – recytatorsko-plastyczne zmagania najmłodszych miłośników sztuki, w których główną nagrodą jest statuetka legendarnej iłżeckiej kaczki. Tę statuetkę, zaprojektowaną przez Jastalskiego, nazwaną „kaczunią” czyli „oddziwaczoną kaczką” mogliśmy także zobaczyć na wystawie. Kolejna mała forma rzeźbiarska to oryginalna stylizacja wieży iłżeckiego zamku z wkomponowaną siódemką. Statuetka, która jest nagrodą w siedmiokilometrowym dystansie „Biegu w podobłokach”, który odbywa się wokół wzgórza zamkowego – inspirowana wierszem „Z lat dziecinnych”. Wydaje się, że w życiorysie poety nie ma przypadków, a liczba siedem – „boska” – występuje w życiorysie Leśmiana wielokrotnie: jest nie tylko w roku urodzenia i śmierci, także w roku poznania Dory Lebenthal. „Siódemka” – jako impreza rekreacyjno-sportowa, będąca częścią imieninowej imprezy u Leśmiana w Zamościu nosiła nazwę z innego wiersza – określono ją  „Rozzieleniem na Roztoczu”. Ta nazwa to także pomysł Jastalskiego. Nasz bieg odbywał się w Suchowoli (gmina Adamów), a nagrodą był medal – zaprojektowany przez rzeźbiarza z Iłży – oczywiście z motywem szczęśliwej siódemki. 

Chylmy czoła przed pomysłodawcami Imienin i trzymajmy kciuki, aby ta magiczna siódemka spowodowała, że o Leśmianie powiemy niedługo, tak jak mówią o nim w Iłży, …że pozostał u nas na stałe, a jego majowe Imieniny, to nie tylko spotkanie przyjaciół poety sprzyjające bliższym kontaktom ze sztuką, to także radość jaką niesie ze sobą wiosna skłaniająca nas do wspólnych zabaw na świeżym powietrzu – w rozzieleniu Roztocza. Najważniejsze w tym całym przedsięwzięciu wydaje się to, że jest ono spontaniczne, wolne od oficjalnych wystąpień i sztywnej etykiety. Nie ma jednak przeszkód, by taką oficjalną cześć stworzyć po to, by dziękować sponsorom i mecenasom, których znajdzie się wielu, bo dostrzegą oni, że w tradycję, w poezję, w sztukę, w sport i rekreację warto inwestować zwłaszcza, że beneficjentem działań jest przecież młode pokolenie, w które inwestować trzeba, bo to wartość większa niż spiżowe pomniki i tablice. 

Izabela Winiewicz-Cybulska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here