Barwna postać Jana Sobiepana Zamoyskiego na zawsze wpisała się w bogatą historię Zamościa, a sama magnat budził wielkie kontrowersji zarówno za życia jak i po śmierci.

Oryginalny przydomek Zamoyskiego wiele mówi o nim samym, gdyż Jan wyjątkowo cenił sobie niezależność i nie pozwalał nikomu narzucać mu jakichkolwiek zasad. Sam był sobie panem, prowadząc styl życia, który dziś daleki jest od wzorowej postawy. Uznawany za kobieciarza nie stroniącego od alkoholu, robił to czego tylko zapragnął. Nieszczególnie moralna postawa budziła jednak podziw wielu osób, szczególnie mężczyzn. Jego hulaszczy tryb życia, brak umiaru względem wydawania pieniędzy czy zamiłowanie do pięknych kobiet były powodem szacunku, a także wielkiej zazdrości.

Niektórzy mogą się zdziwić nawet słysząc, że Zamoyski był właścicielem… haremu. Zafascynowany kulturą Bliskiego Wschodu Sobiepan zrealizował marzenie o miejscu rozkoszy dla mężczyzn. Jednak jego wizja haremu różniła się znacząco od ówczesnych, podobnych organizacji – nie było tu mowy o wykorzystywaniu branek zdobytych podczas wypraw wojennych czy porywaniu córek chłopskich. Kobiety przebywające w haremie były opłacane za ich usługi i jedynie wybrane kandydatki dostawały prawo pracy. Była to jedna z pierwszych tak „nowatorskich” metod naboru, która miała zagwarantować klientom najwyższej klasy usługi. Rozrywka ta z pewnością nie była dostępna dla ubogich, gdyż tylko magnaci mogli pozwolić sobie na taki luksus.

Marysieńka, łamaczka męskich serc

Zamoyski, choć nie krył się z miłością do kobiet, szczególnie upodobał sobie jedną niewiastę. Mowa tu o Marii Kazimierze d’Arquien, znanej jako Marysieńka. Dama dworu Ludwiki Marii, przyszłej wtedy żony króla Władysława IV Wazy, po przyjeździe do Polski została obiektem westchnień starosty jaworowskiego – Jana Sobieskiego. Ten, podobno, po ujrzeniu 14-letniej wówczas panny oszalał z miłości i zakochał się w niej od pierwszego spojrzenia. Wtedy nikt jeszcze nie przypuszczał, że to on zdobędzie tytuł jednego z najpotężniejszych królów polskich.

Wykształcony i kulturalny Sobieski nie był obyty w podbojach miłosnych i nie potrafił od razu zawalczyć o serce Marysieńki. Przyrzekł jej miłość i oddanie, poświęcając długie lata w oczekiwaniu na zdobycie jej wierności. Na horyzoncie bowiem pojawił się pewny siebie, stanowczy Jan Sobiepan Zamoyski, który bez problemu zdobył przychylność panny, obiecując nie tylko miłość, ale także… wielkie bogactwo. Marysieńka ponoć miała dostać od zakochanego milion talarów w podatku, 12 tysięcy rocznie na własne wydatki, a do tego 4 tysiące z dochodów ze starostwa po zostaniu żoną Jana.

W marcu 1658 roku para wzięła ślub w Warszawie. Siedemnastoletnia wówczas dziewczyna i piętnaście lat od niej starszy pan młody rozpoczęli wspólne życie, które okazało się być burzliwą przygodą pełną potyczek i dramatów. Zamoyski szybko wrócił do swoich starych, hulaszczych zwyczajów, oddając się zabawom pełnym alkoholu i rozpusty. Młody mąż łatwo trwonił rodowy majątek, doprowadzając do sporego zadłużenia, przez co Maria Kazimiera musiała zaciągać długi na opłatę służby.

Podczas gdy Zamoyski opuszczał Marysieńkę na długie tygodnie, ta nudziła się w samotności na dworze. Jej czas zaczęły umilać sporadyczne wizyty jej adoratora, Sobieskiego, który szybko nawiązał bliski kontakt z obiektem swoich westchnień za pomocą korespondencji listowej. Niewinna wymiana listów szybko zamieniła się w płomienny romans, a para porozumiewała się szyfrem, aby ich relacja na długo mogła zostać tajemnicą. Zakochani palili wzajemne listy od razu po ich przeczytaniu, którym nie brakowało miłosnych akcentów – Sobieski nazywał swoją wybrankę „Różą” lub „Esencją”, podczas gdy ta nazywała go „Jesienią” czy „Sylwandrem”. W trakcie ich potajemnego spotkania w Warszawie w 1661 roku, para wymieniła się pierścionkami, co tylko zwiastowało koniec burzącego się małżeństwa Marysieńki z Zamoyskim.

Nieoczekiwana śmierć Sobiepana zmieniła obrót wydarzeń. Maria Kazimiera w jednej chwili została spadkobierczynią potężnego majątku, kochanką Sobieskiego i bezdzietną wdową. Wydawałoby się, że tu historia burzliwych miłości powinna mieć swój koniec – w końcu Marysieńka otrzymała wolną drogę do poślubin Sobieskiego. Tak jednak się nie stało. Sobieski niepostrzeżenie zaczął unikać Marysieńki, co sprowokowało młodą wdowę do stworzenia podstępnego planu. Wraz z Ludwiką Marią uknuły potajemne spotkanie Marysieńki z Sobieskim, podczas którego, niby mimochodem, pojawić się miała królowa. Ta wtedy postawiła młodzieńcowi ultimatum, nakazując mu poślubienia Marysieńki bądź honorowego samobójstwa. Postawiony wręcz przed faktem dokonanym Sobieski wziął kobietę za żonę niemalże natychmiastowo pod osłoną nocy!

Szeroki wybór rozrywek

Choć charakter samego Sobieskiego różnił się diametralnie od zmarłego przedwcześnie Zamoyskiego, sam król nie stronił od zabaw i wszelakich aktywności godnego dumnego dworzanina. Na dworze Jana III początkowo przodowały zabawy przypominające te odpowiadającym standardom europejskich arystokracji. Tańce dworskie, karnawałowe bale maskowe i inne wzorowane na wersalskich rozrywkach wydarzenia zaczęły być zastępowane przez bardziej polskie zwyczaje.

Na dworze spotkać można było muzyków pokojowych, podczas gdy sam Sobieski najchętniej słuchał dum kozackich, a dziś krytycy historyczni i muzykolodzy zgodnie stwierdzają, że jego gust muzyczny ograniczał się do praktyki towarzyskiej. Na dworze królewskim popularnym zwyczajem były też polowania, podczas których pojawiali się liczni goście najwyższych rang. Specjalnie dla tego celu hodowane były liczne zwierzęta, a w tym dziki, jelenie czy rysie.

Nieszczególnie zaskoczy nikogo fakt, że na dworze nie brakowało też gier karcianych. Te odbywały się zarówno w małym gronie – choćby gdy sam król z królową zasiadali co wieczór do pikiety – bądź w większej grupie. Choć wydarzenia te i okoliczności gry niczym nie przypominają dzisiejszego hazardu, a współczesne kasyna internetowe prezentują zupełnie inne warianty gier niż te dostępne za czasów Sobieskiego, sama idea rozrywki została zachowana.

Jak wynika z obserwacji Kazimierza Sarneckiego, który był dworzaninem i pamiętnikarzem królewskim, wyboru gier nie brakowało. Gry w karty, warcaby i szachy to tylko nieliczne z nich. Na dworze największą popularnością cieszyła się gra zwana bassadą lub bassetą. Sarnecki opisuje rozpustne podejście do gry dworskiej – “W wieczór bassadę grali, jegomość ksiądz opat świętokrzyski bank trzymał i przegrał 70 talarów bitych”. Następnego wieczoru „bassadę grali, jegomość pan starosta olsztyński bank trzymał, wygrał 120 talarów bitych”. Hazardowa zaraza nie oszczędzała królewskiej rodziny. W lipcu grali już młodzi Sobiescy: król „kazał przy sobie bassetę grać, której bank trzymał jegomość ksiądz Wyhowski. Ktokolwiek tedy był ochoczy z pieniądzmi z różnych dworskich, w onę grali.”

Słynna gra była zatem nie tylko źródłem wspaniałej zabawy, ale także ogromnych strat finansowych – wspominki o jednym arystokracie miały bowiem potwierdzić przegraną na 12 tysięcy talarów podczas jednej gry, czyli sumy, którą sama Marysieńka dostawała corocznie na personalne wydatki od Zamoyskiego.

Życie dworskie to nie tylko wystawne bale i prestiż, ale także niekończące się melodramaty, romanse i… liczne skrajności. Płomienna miłość i złowroga nienawiść, bogactwo i bankructwo, znużenie samotnością i pełne adrenaliny życie towarzyskie – tak w skrócie można podsumować przewrotną relację elitarnej trójki, której przewodziła słynna Marysieńka. Do dziś wiele szczegółów tej sensacji zostaje niewyjaśnionych, co jedynie pobudza wyobraźnię i podejrzenia wszystkich głodnych wrażeń fanatyków historii.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments