Malabar w Mazagranie czyli kawa ze sztuką

0
175

                                                                   „Malabar w Mazagranie czyli kawa ze sztuką”

                                    Lato w pełni, zarówno to kalendarzowe jak i Zamojskie Teatralne. Podcienia dają zbawienny chłód, a kawiarnie wokół Rynków raczą nas chłodnymi napojami. Zaglądam do Mazagranu, nieopodal synagogi, bo to już moje stałe przyzwyczajenie i wiem, że tu do aromatycznej kawy (znacznie lepiej smakuje teraz lodowa herboniada) jest zawsze łyk sztuki. Pisałam o tym w Kurierze dwa lata temu, przy okazji wystawy malarstwa Pawła Fila, absolwenta zamojskiego plastyka i krakowskiej ASP, który miał w Mazagranie swój mały pokaz. Już od początku działalności tej kafejki (minęły niedawno cztery lata) widać, że postawiono tu nie tylko na dobrą kawę i chałwę własnej produkcji, ale także na sztukę. To ona jest swoistym dopełnieniem zapachów i smaków i choć jest „małego formatu” (z uwagi na szczupłość ekspozycyjnego miejsca), każdy może smakować ją na swój sposób. Każdy – co znaczy, że przy organizacji tych niewielkich wystaw bierze się pod uwagę fakt, że Mazagran odwiedzają ludzie w różnym wieku – starsi i młodsi. Ekspozycja dzieł kontrowersyjnych nie wchodzi więc w grę, nawet jeśli są one na najwyższym artystycznym poziomie. Za to można pokazywać tu prace nie tylko te profesjonalne, ale także wykonywane przez dzieci. Te wypowiedzi plastyczne  są zawsze spontaniczne i szczere. 

                        „Klimatyczna mała kafejka, w której czas zatrzymuje się” – napisał na Facebooku ktoś z gości. Są tu „bezkonkurencyjne lody” i inne słodkości, ale jest tu też miejsce do pracy, bo tu – jak napisał kolejny gość -„dobrze się czyta, słucha, rozmawia i pisze” oczywiście przy kawie. Tu zawsze jest też Kurier Zamojski i znajdzie się coś do poczytania.
                               Relację z czterech lat funkcjonowania Mazagranu należałoby podzielić na odcinki, z których każdy opisywałby inne „zagadnienie” – artystyczne, wystawiennicze bądź kulinarne. Ostatnio odbyła się tu nawet promocja książki. Miejsce na prezentację sztuki jest niewielkie. Jedna ze ścian to „Galeria jednego plakatu Łukasza Zwolana”, zamojskiego twórcy,  nominowanego niedawno do Polish Graphic Awards 2020. Ściana obok może odnotować niebawem już  czterdziestą ekspozycję. Jak dotąd zdecydowanie przeważały tu fotografie. Ta dziedzina jest już jedną z pełnoprawnych dyscyplin sztuki i sprawia, że każdy z nas może podejmować próby tworzenia „dzieła”, używając aparatu nie tylko w celach dokumentacyjnych.
                               W Mazagranie można było oglądać prace fotograficzne między innymi Stanisława Orłowskiego, Urszuli Bentkowskiej, Mirosława Chmiela czy ostatnio Leszka  Wygachiewicza. Jako jeden z pierwszych swoje zdjęcia prezentował Konrad Mastaliński, popularyzator wiedzy o naszym  mieście, poeta i – jak podaje Zamościopedia – jeden z prekursorów kolorowej fotografii Zamościa. To na tej ekspozycji pojawiło się kilka kadrów z Zamojskiego Lata Teatralnego. Teraz – w czasie trwania 46 edycji tej teatralnej imprezy – Mazagran także spontanicznie włączył się w jej program. Teatru Malabar Hotel nie było w tym roku na zamojskiej scenie, ale jest  teraz tu – na zdjęciach Bartka Warzechy, specjalizującego się w fotografii teatralnej. Dwa lata temu Malabar zaprezentował w Zamościu „Pożegnanie jesieni” Witkacego – kadr z tego spektaklu jest właśnie na plakacie wystawy zatytułowanej „Strefa GMT + 5:30”.
                              O tym Teatrze, którego współtwórcą jest zamościanin, absolwent PLSP – Marcin Bikowski – pisałam w Kurierze kilka lat temu. Obaj twórcy Malabaru są absolwentami białostockiej Filii Akademii Teatralnej w Warszawie, a teraz wykładowcami tej uczelni. Grają na różnych scenach, reżyserują, tworzą dramaturgię, scenografię i lalki, zapraszają do współpracy innych reżyserów i aktorów. To, co proponują widzowi jest teatrem specyficznym, wciąż poszukującym nowych środków ekspresji – teatrem formy, w którym dużą rolę odgrywają elementy plastyczne, zwłaszcza lalki autorstwa  Marcina Bikowskiego. Malabar uświadamia nam, że lalka nie jest tylko zabawką dla dzieci, ale może być interesującym środkiem wyrazu teatralnego. Lalka w teatrze dla dorosłych nie jest ozdobą, ale ważnym uczestnikiem każdej scenicznej gry. Jest animowana – wyposażona w oznaki życia. Nie musi być pacynką nałożoną na dłoń aktora, może nie mieć rąk i nóg, nie musi nawet imitować człowieka. Czasem fragment tektury czy folii, nawet jakiś plastyczny znak. nabiera w kontekście sztuki określonego znaczenia, choć w spektaklach z udziałem Malabaru najciekawsze są zwykle maski. Lalkarstwo to ruch połączony z działaniem formy, a Malabar to Teatr,  który po mistrzowsku  potrafi łączyć słowo z plastyką – z  formą, która – tak jak chciałby Witkacy (patron Teatru) –  powinna wywołać u widza metafizyczne uczucia, wstrząsnąć nim, zmusić do głębszych przeżyć, zastanowić się nad absurdami naszego życia. Repertuar nie jest łatwy, bo klasyka, brana na warsztat, jest odczytywana i interpretowana  na nowo, a z współczesnych tekstów tworzy się rodzaj literackiego i scenicznego kolażu. Niezrozumienie tekstu (i tak nie jest on zwykle do jednoznacznego odczytania) zawsze zrekompensuje nam plastyczna strona przestrzeni scenicznej – animacja lalek z wykorzystaniem multimedialnych pomysłów uruchomi każdą wyobraźnię. 
                  Tytuł zamojskiej wystawy ma związek z nazwą Teatru i nie może być do końca jednoznaczny tak jak wszystkie działania Malabaru, pozostawiające niedomówienie i miejsce na osobistą refleksję. „Strefa GMT + 5:30” jest strefą czasową na wybrzeżu malabarskim – południowo-zachodnim wybrzeżu Indii. Nazwa powinna skłonić do własnych poszukiwań, a oto przecież chodzi twórcom Teatru, który trudno zaszufladkować, zmieścić w wyznaczonych ramach. Hotel o nazwie „Malabar” to miejsce, w którym Witkacy zatrzymał się, gdy towarzyszył swemu przyjacielowi  Bronisławowi Malinowskiemu  w podróży „do tropików” – Malinowski zabrał go ze sobą, aby mógł „odreagować” samobójczą śmierć swojej narzeczonej. Wątki indyjskie znajdziemy u Witkacego (są w „Pożegnaniu jesieni”), Indie pozostają wciąż w sferze fascynacji twórców Teatru, a dla nas wszystkich stały się teraz obserwowanym z trwogą miejscem walki z bezwzględną pandemią. 
                 Prezentowane na wystawie fotogramy to zaledwie niewielka część dwunastoletniej pracy tej artystycznej niezależnej grupy – duetu Bartnikowski i Bikowski – będącej poza państwowymi dotacjami, a mimo to działającej z niemałymi sukcesami i wielką pasją, którą jest prawdziwa miłość do teatru. Jeśli atmosferę miejsca tworzą ludzie, to możemy być pewni, że z twórcami Malabaru spotkamy się jeszcze nie raz (teraz w lipcu mamy ich na fotografiach), może właśnie tu przy mazagranowej kawie, która ma zawsze ten różnorodny aromat sztuki.

                                                                                                    Tekst:  Izabela Winiewicz-Cybulska

Stanisław Ignacy Witkiewicz „Pożegnanie jesieni”
reż. Maria Żynel
dramaturgia: Marcin Bartnikowski
scenografia, lalki i kostiumy: Marcin Bikowski
fot. Bartek Warzecha

 

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments