Wczesnym rankiem 6 listopada 1941 roku, okupanci niemieccy z całym okrucieństwem i brutalnością wysiedlili siedem podzamojskich wsi: Huszczka Duża, Huszczka Mała, Wysokie, Białobrzegi, Bortatycze, Dulnik, Majdanek. Mieszkańcom dano pół godziny czasu na zabranie najpotrzebniejszych rzeczy, a następnie przewieziono ich furmankami do zamojskiego Nadszańca, gdzie umieszczono ich w piwnicznych kazamatach i na piętrze. Wysiedlono około 2100 osób, które następnie rozwieziono do szkoły w Hostynnem, i do obozu na terenie nie istniejącego już dworu w Teptiukowie k. Hrubieszowa z zamiarem transportu dalej na wschód, co nie nastąpiło wobec późniejszej sytuacji na froncie wschodnim.

Te wysiedlenia były wstepem do zaplanowanego na większą skalę planu pacyfikacji Zamojszczyzny w ramach zbrodniczego Planu Sonnderlaboratorium SS.

W latach 1941-1943 wysiedlono ponad 110 tysięcy mieszkańców z 297 wsi i osad zamojskich, w tym około 40 tysięcy dzieci, z których około 4 tysięcy wywieziono do Niemiec i zgermanizowano.

W 75 rocznicę tych tragicznych wydarzeń, w niedzielę 6 listopada Fundacja Centrum Wysiedlonych na Zamojszczyźnie, w obecności Bp. Mariusza Leszczyńskiego, wojewody lubelskiego Przemysława Czarnka, przedstawicieli Sejmu i Senatu, władz miasta, gminy i powiatu, i nielicznych żyjących jeszcze uczestników tamtych tragicznych wydarzeń, odsłoniła na ścianie Nadszańca, od strony Bramy Lwowskiej Starej, okolicznościową tablicę pamiątkową.

F. Bogdan Łasocha

rzecznik prasowy FCWnZ

Poniżej zamieszczamy relację uczestniczki tamtych nieludzkich wysiedleń Pani Mari Podolak z domu Węgrzyn, ur. 14 lipca 1926 roku w Huszczce Dużej

Tragedia, która nagle spotkała nas stała się 6 listopada 1941r. Około godziny 5-tej rano. Na dworze dżdżysto, padał deszcz ze śniegiem. Wieś została otoczona przez Niemców. Wszędzie było słychać mowę niemiecką, to było przerażające. W domu mieszkało nas 8 osób: Piotr i Anna Węgrzyn – rodzice, Jan i Jadwiga Pachla – dziadkowie, Anna Węgrzyn – babcia, ja i bracia Lucjan – 18 lat i Jan – 9 lat. Grupa szturmowa zakołatała do drzwi. Wiedzieliśmy, że grozi nam niebezpieczeństwo, Z grupą Niemców wszedł Leonard Kozak – miejscowy volksdeutsch i podał słowa „Macie pół godziny na zabranie ze sobą podstawowych rzeczy, konia, wóz, jesteście wysiedleni.” Nie było tłumaczenia gdzie nas zabierają, co z nami będzie. Z wielkim strachem i płaczem zabraliśmy trochę ubrań i jedzenia. Mama z tego przerażenia dostała ataku serca – pobiegłam po leki do sąsiadki. Po zażyciu ich trochę mamie ulżyło. Zapakowani na wóz, przestraszeni, roztrzęsieni. Niemcy wymachiwali nahajami, stukali kolbami karabinów, pół godziny – zostaliśmy wypędzeni z podwórka, gdzie zostawiliśmy cały nasz rodzinny dobytek. Babcia przypomniała sobie, że zostawiła różaniec, modlitewniki,koronki i usilnie chciała wrócić po nie. Niemiec wykrzykiwał, złościł się, ale w końcu uległ i poszedł z babcią do domu. Zabrała te rzeczy, usiadła na wóz i ruszyliśmy nie wiedząc dokąd zmierzamy. Sznur wozów konnych z wysiedlonymi ludźmi zmierzał w kierunku Zamościa. Zatrzymaliśmy się w Nadszańcu (Kawalerze), gdzie w barłogu, na słomie w dużym pomieszczeniu nas umieścili. Płakaliśmy, modliliśmy się, a babcia ciągle powtarzała, ze modlitwa różańcowa nas obroni przed złem i podłymi ludźmi. W tym nieszczęściu mieliśmy trochę szczęścia, bo kuzyn – Paweł Kotowski z Kalinowic miał nakaz od Niemców przywiezienia słomy i kiedy nas zobaczył, zdziwiony i przerażony powiedział, że nas jakoś uwolnią. Po dwóch dniach pobytu w Zamościu kazali nam się zbierać i jechać, gdzie nas skierują. Na wieczór dotarliśmy do Hostynnego i tam w miejscowej szkole, w barłogu i brudzie przetrwaliśmy noc. Rankiem ruszyliśmy dalej do Teptikowa. Tam był organizowany obóz, ogrodzony kolczastymi drutami, strzeżony i pilnowany przez Niemców. W budynku brud, wszy, pchły i ubóstwo. Jedynym posiłkiem była „zupa” – na wodzie ugotowana kapusta z ziemniakami, do tego kawałek chleba suchego. Stamtąd chcieli nas przetransportować do Włodzimierza Wołyńskiego i dalej w głąb Rosji na Sybir, ale nie udało się to Niemcom. Ludzie przerażeni, co będzie dalej – dowiedzieli się, że są organizowane transporty do obozów koncentracyjnych na Majdanku i do Oświęcimia. Nasi kuzyni dołożyli wielkiego wysiłku, aby nas stamtąd zabrać i udało się. Nocami, pojedynczo i ukradkiem, pozabierali nas, zaś najstarszy brat uciekł zaraz pierwszej nocy i pieszo, polami doszedł do Łabuń, zatrzymał się u kuzyna Śliwińskiego. Okres wojny przeżyliśmy u kuzynów – Pawła i Wacławy Kotowskich w Kalinowicach – ludzi o wielkim sercu.. Do Huszczki Dużej wróciliśmy 30 lipca 1944r., gdzie zastaliśmy zrujnowany dom i zgliszcza po budynkach gospodarczych. Ciężkie były czasy, ale już na swoim. Tak przeszły moje młodzieńcze lata.

Te tragiczne zdarzenia spisała córka Zdzisława Anna Farima.

Publikujemy zdjęcia z uroczystości 75 Rocznicy Pierwszych Wysiedleń Wsi Zamojskich, odbywających się w dniu 6 listopada 2016 r. w Zamościu, podczas których odsłonięto tablicę upamiętniającą tamte wydarzenia.

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments