“Bikowski – Bacon.  Teatralne refleksje z maską w tle”

marcin 6685 Edit Marcin Bikowski fascynację sztuką i teatrem wyniósł stąd – z ZamościaJesień zbliża się małymi krokami. Niedługo przyjdzie pora na letnie remanenty, wśród których nie zabraknie z pewnością  miejsca na artystyczne refleksje. Znani są już laureaci tegorocznej Buławy Hetmańskiej przyznawanej przez widzów Zamojskiego Lata Teatralnego i choć „Bacon” Teatru Malabar Hotel z Warszawy  nie znalazł uznania publiczności, to jednak na mnie osobiście wywarł ogromne wrażenie może też dlatego, że Marcina Bikowskiego, odtwórcę monodramu,  reżysera i  autora lalek do spektaklu znam osobiście.
Marcin jest absolwentem zamojskiego Liceum Plastycznego i Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza, Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku – kierunek aktorski i reżyserski (ma tytuł doktora). Jest współtwórcą Teatru Malabar Hotel, gra także w czterech teatrach warszawskich.

Z twórczością  początkującego artysty – jeszcze w okresie jego studiów – zetknęliśmy się w Zamościu  na wystawie fotografii autorskiej  „Wymrocza”, pokazywanej w jesieni 2002 roku w Galerii Fotografii Ratusz. Obszary artystycznej działalności Bikowskiego są więc szerokie, a fotografia – za którą zbierał- liczne nagrody – znalazła się w sferze jego zainteresowań już w czasach licealnych. Szczególnym wyróżnieniem, które wspomina do dziś było uczestnictwo w Festiwalu Kultury i Sztuki Młodzieżowej „Art Connection” w Rotterdamie (nagroda w konkursie Gdańskiej Fundacji Integracji Europejskiej).  Stylistyka artysty była wówczas dość oryginalna i mam wrażenie, że w jego dzisiejszej twórczości odnajdujemy jej dawne echa. Człowiek Bikowskiego, ulegający swoistej destrukcji,  wydawał się nie do końca „człowieczy” – gubił niejednokrotnie swój kształt, potrafił rozpłynąć się tak, aby za momenet przejść od piękna do skrajnej brzydoty. Postacie na fotogramach choć wydawały się martwe, bez ruchu, to jednak ożywione były światłem urastającym – podobnie jak wiele innych elementów – do rangi symbolu. Kolejny raz z twórczością Marcina (już tą profesjonalną) spotkaliśmy się w czasie 36. Zamojskiego Lata Teatralnego – w lipcu 2011 roku, gdy Teatr Malabar Hotel  w kazamacie Bastionu VII wystawił  spektakl pt. „Skrawki” wg „Otella” Szekspira w reżyserii Marcina Bartnikowskiego. Teatr, który Bikowski stworzył wraz z  Bartnikowskim,  działa od 2009 roku i jest uważany za jedną z najciekawszych i niezależnych polskich grup teatralnych. Jego nazwa, zaczerpnięta z Witkacego (hotel, w któym Witkacy zatrzymał się będąc w Indiach) wskazuje, że witkiewiczowska  Forma w teatrze Malabar  rządzi wszystkim  –  jest dla twórców zasadniczą kwestią.

Malabar Hotel to przede wszystkim autorskie spektakle duetu Bartnikowski i Bikowski, ale także współpraca z innymi reżyserami i scenografami. To  teatr, który za spektakle (role, muzykę, scenografię), pokazywane w kraju i za granicą na ponad 100 festiwalach,  zebrał – jak podają internetowe źródła – 40 nagród i wyróżnień.  Ile nagród i wyróżnień ma na swoim koncie Marcin Bikowski ? – zapytany przeze mnie nie potrafi dokładnie odpowiedzieć stwarzając być może „aktorskie” wrażenie, że nie przywiązuje do tego wielkiej wagi. Sprawdziłam… ma ich sporo: „za rolę”, „za wcielanie się w liczne postacie”,  „za kreację aktorską”, za „wyrażanie lalką teatru”,  a ta najważniejsza to niewątpliwie przyznana w 2008 – Nagroda im. Leona Schillera za wybitne osiągniecia w dziedzinie sztuki lalkarskiej.

Spektakl „Bacon”,  który mogliśmy oglądać w Zamościu (premiera w maju 2013) w ramach tegorocznego 42. Lata Teatralnego, został wyróżniony m.in. na XXVIII Toruńskich Spotkaniach Jednego Aktora; nagrodę za rolę przyznano Bikowskiemu na XXVII Opolskim Festiwalu Lalek. Monodram nie był łatwym w odbiorze bo wydaje się, że jest to teatr dla specjalnego  widza, który przychodząc na spektakl przeżywa go – jak każdy –  po swojemu, ale –  żeby go w pełni przeżyć i zrozumieć –  musi mieć też „ze sobą” pewną wiedzę.  Françis Bacon (1909-1992) to brytyjski malarz – samouk, uznawany jest za głównego reprezentanta  sztuki egzystencjalnej. Był człowiekiem  ekscentrycznym i samotnym, żyjącym w stwarzanej przez siebie atmosferze napięcia i zagrożenia, w klimacie  brutalności i czułości, w tajemniczym świecie narkomanów, homoseksualistów i innych udręczonych postaci. Stąd w jego obrazach – malowanych szybko i bez szkiców – niezwykłe – zdeformowane postacie izolowane klatką utworzoną przez  perspektywiczne linie. Jak  pokazać to wszystko na teatralnej scenie ? Z problemem tym Bikowski poradził sobie doskonale, bo Bacon jest podobno jednym z jego ulubionych malarzy. Krytyk teatralny napisał:„…grał Bacona z samym sobą, grał z widzami” zmieniając przy tym „miny i emocje jak rękawiczki”. Oszczędna scenografia i klika rekwizytów (na zasadzie luźnych skojarzeń) tworzy  coś w rodzaju tła obrazów  dzieląc scenę na trzy plany. W spektaklu robią wrażenie dwie lalki, mistrzowsko wykonane  przez Bikowskiego, które dzięki aktorowi ożywają niczym demony malarza. Nawet nie zauważamy, kiedy aktor (animator) staje się niewidocznym dla widza, bo lalki „wyszły z obrazów” – dyskutują, nawet  stawiają pasjans.

Wiele można mówić o samym spektaklu, o pomyśle Bikowskiego i Bartnikowskiego, o scenografii i każdym jej elemencie, o  roli światła i muzyki,  i o tym wszystkim czego obecność na scenie uzasadnia liteartura. Bacon sam podobno dużo czytał, toteż twórcy spektaklu sięgnęli nie tylko po fragmenty rozmów z malarzem, ale także do literatury Szekspira i Eliota. Zaraz na początku aktor wypowiada słowa z „Ziemi jałowej” Thomasa Stearnsa Eliota: „Tu nie ma wody, tu jest tylko skała…”, które można odnieść do roli sztuki we współczesnym trudnym  świecie, w którym „wysychają źródła naszej cywilizacji”.  Takich „literackich” odniesień jest znacznie więcej bo wykorzystano tu również  fragmenty „Tytusa Andronikusa” Williama Szekspira. Należałoby jednak  znać treść tego dramatu, aby zrozumieć na przykład dlaczego jedna z lalek Bikowskiego wyróżnia się czerwonymi nićmi, które nasuwają skojarzenia z sączącą się powoli  strużką krwi.

„Tak misternie skonstruowanej formy spektaklu nie uniósłby aktor o talencie mniejszym niż Bikowski” – aktor, jak piszą o nim, „magnetyzujący o chmurnym spojrzeniu”, który doskonale potrafił przenieść na scenę Baconowską skomplikowaną rzeczywistość skłaniając jednocześnie do licznych refleksji… nad życiem, bo przecież jest ono często o wiele bardziej brutalne niż rzeczywistość malarza, a walkę z wewnętrznymi demonami toczy niemal każdy z nas. Śledzimy relacje: aktor – lalka,  człowiek – przedmiot, zastanawiając się w jakim stopniu jedno zależy od drugiego i do kogo  właściwie należy przestrzeń gry – czy jest to świat ludzi czy lalek, a może te dwa światy łączą się ze sobą i wzajemnie uzupełniają, bo za pomocą lalki czy maski można doświadczyć samego siebie. Taki jest dziś teatr  – w trudnym świecie,  w którym zmieniły się  kryteria estetyczne a w sztuce – środki wyrazu,  teatr  – który jest zaproszeniem jego twórców do współuczestnictwa w sztuce  – w spektaklu stającym się formą  spotkania na wielu intelektualnych i artystycznych płaszczyznach. Warto skorzystać z takiego zaproszenia zwłaszcza gdy na scenie obserwujemy artystę, który pierwsze fascynacje sztuką i teatrem wyniósł stąd – z Zamościa.

 

Izabela Winiewicz-Cybulska
Fotografie pochodzą z archiwum artysty 

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments