Zielona Szkoła w Złotych Piaskach

0
942

Publikujemy nadesłaną nam relację uczennicy „zielonej szkoły” Klaudii Koryszko z IIIB III Liceum Ogólnokształcącego w Zamościu. Wyjazd odbył się w dniach  Bułgarii w dniach 27.05-03.06.2017. Organizatorem było  III Liceum Ogólnokształcące w Zamościu i biuro turystyczne Laguna Tour z Hrubieszowa.

Zwyczajna sobota w Zamościu, 6 rano, czyli pora, kiedy uczniowie przewracają się na drugi bok pod ciepłą kołdrą. „Nie tym razem” – zdaje się mówić widok ziewającej grupy z III LO. To my, odważni podróżnicy – piękni, młodzi, niewyspani pakujemy walizki i wyruszamy w stronę granicy polsko-słowackiej. Pierwsza bitwa o ostatnie miejsca w autobusie, zdjęcia i postoje pokazują, że nastroje dopisują, a oczekiwania mamy spore. W mgnieniu oka docieramy do Oradei w Rumunii, gdzie oprócz zwiedzenia pięknych budowli (w klapkach), mamy okazję poznać tutejszą gościnność i podpatrzeć jak na weselu bawi się tamtejsza społeczność. 

Następnego dnia o poranku żwawo wyruszamy, by wieczorem zawitać do kurortu, który przez kolejne dni stanie się dla nas rajem na ziemi. Pierwsze zapoznanie ze Złotymi Piaskami wywarło na nas znakomite wrażenie. Zadbane, tętniące życiem miasteczko, a jednocześnie miejsce o rzut beretem od atrakcji turystycznych. Po nocy w pięknie usytuowanej Perunice, która oprócz widoku morza z balkonów oferowała pyszne jedzenie, basen i wi-fi na korytarzu, udaliśmy się na spacer po kurorcie, a następnie nad wodę, która naładowała nasze akumulatory przed kolejnymi przygodami. Po całodziennych kąpielach słonecznych, udaliśmy się do Monastyru Aladża – klasztoru wykutego w skale wapiennej, z której szczytu rozpościerał się widok na Morze Czarne.

Kolejny dzień zaniósł nas do pięknej Varny, która zachwyciła nas między innymi fontannami wyrzucającymi wodę na duże wysokości. Spacerowaliśmy, oglądając,  słuchając opowieści Pana Przewodnika, który całą wycieczkę, a nawet i podróż autokarem urozmaicał nam anegdotkami, przemycając w swoich żartach wiele ciekawych informacji. Po Varnie nadszedł czas na bułgarskie Stonehenge, czyli po prostu Kamienny Las – królestwo żuków i kolorowych kwiatków, które pozwoliło nam cieszyć się ze zwyczajnych skał niczym Maka Paka. Wieczorem na basenie odbyły się zajęcia z pierwszej pomocy, które były skupione głównie na plażowych niebezpieczeństwach. Każdy z uczestników miał okazję poćwiczyć resuscytację na fantomie Andrzeju, tak by w razie potrzeby potrafić uratować ludzkie życie. Wczesnym rankiem we środę, milczący śmiałkowie mieli okazję zobaczyć jak wstaje słońce, które od 5:21 ogrzewa wodę Morza Czarnego, by ta spełniała nasze wymagania. Już to było zapowiedzią bardzo udanego dnia. Pierwszym jego punktem okazałą się wizyta w delfinarium, gdzie nasza koleżanka stała się Rubikiem dla 5 delfinów. Nikt się nie spodziewał, że te bystre stworzenia poza śpiewaniem potrafią grać w kosza, siatkówkę czy piłkę nożną, a dla urozmaicenia kręcić hula-hopem, ratować dziecko z wody czy przybijać piątki z trenerami. Mimo zakończenia pokazu, dopóki słyszały, że jesteśmy na Sali, skakały w wodzie  i machały nam na pożegnanie płetwami (dosłownie!).
Następnie odwiedziliśmy malownicze miasto-wyspę Nesebar, gdzie 32 stopniowa temperatura zachęciła nas do odwiedzenia Słonecznego Brzegu – pięknej plaży, która przypomniała nam nasze polskie Morze Bałtyckie. Dlaczego? Gdy tylko tam zajechaliśmy zaczęło kropić, a słońce zaszło i ani myślało wyjrzeć zza chmur. Taki stan rzeczy nie trwał jednak długo i po powrocie do hotelu mogliśmy cieszyć się wodą, a wieczorem Pan Przemek Mazurek zadbał o trening na plaży.

W czwartek odwiedziliśmy przylądek Nos Kaliakra, gdzie miało miejsce kolejne spotkanie z delfinami skaczącymi tym razem wokół skał. Piękne klify i restauracja nad urwiskiem zachwyciły każdego uczestnika wycieczki, a dziewczyny uznały, że jeśli mają przyjąć kiedyś oświadczyny to tylko w takiej scenerii. Ogród Botaniczny w Bałcziku był rajem dla każdego biologicznego podróżnika. Pani M. Dłutkowska, która pomagała nam rozpoznać nie tylko rodzaje roślin, ale i zwierzęta, jak np. wije, sama nie mogła wyjść z podziwu, gdy każdy kolor róż pachniał inaczej. Wieczorem postanowiliśmy bić rekord na odległość – tańczyliśmy belgijkę przed hotelem, jak nasi koledzy i koleżanki na Rynku Wielkim.

Z bólem serca pozostałe 2 dni spędziliśmy na podróży, którą Pani A. Majder i Pani M. Podgórska starały się urozmaicić luźną lekcją o podróżach Herodota i angielskich podchwytliwościach podróżniczych. Te 8 dni były najwspanialszymi wakacjami i osobiście byłabym w stanie zrezygnować z tych dwumiesięcznych, byleby tylko choć na chwilę wrócić do tych chwil. Czy coś może przebić tę wycieczkę? Tylko Zielona Szkoła za rok!

Klaudia Koryszko, kl IIB

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments